Obóz jeździecki

Nasze konie

Aktualnie posiadamy 30 koni w tym 26 koni do jazdy. Opis koni zostanie niebawem zaktualizowany.

Nefryt

wlkp ur. 1996r matka Nubia, ojciec Paon. Ten karosrokaty wałach jest najwyższym koniem w stajni. Jego wzrost zupełnie niesłusznie przeraża wiele osób, bo Nefryt to siła spokoju. Zrównoważony i spokojny Nefryt jest ulubieńcem nawet dzieci. To koń wszechstronny – niepłochliwy w terenie, chętny na padoku, posłuszny na lonży. Z racji swojej maści najbardziej charakterystyczny i zapamiętywany konik w naszej stajni. Co roku po wakacjach otrzymujemy maile z pozdrowieniami dla naszego łagodnego olbrzyma. Nefryt jest z nami już wiele lat, choć nie urodził się w naszej stajni. Jak wiele wysokich koni cierpi na tzw. rorera, czyli porażenie części krtani. Choroba ta daje się we znaki przy większym wysiłku: szalony galop czy forsowne skoki powodują charakterystyczny odgłos wdychanego powietrza odrzucanego przez porażony nerw. Jest to wada, która wykluczałaby jakąkolwiek karierę sportową konia, ale na nasze rekreacyjne potrzeby Nefryt jest wierzchowcem idealnym. Nigdy nie rozważaliśmy pozbycia się go ze względu na tę wadę, bo Nefryt rekompensuje nam swoje ograniczenia wspaniałym charakterem. Nasz srokacz dzielnie pracuje pod siodłem, a na stępo-kłusy i zagalopowania na plaży zawsze ma ochotę.

Roza van de Viersprong

haflinger ur. 2000r matka Senny van het Veller, ojciec Max van Bermeteyn. Jeden z najnowszych nabytków w naszej stajni. Roza pracuje pod siodłem i w bryczce. Zdecydowana i zrównoważona Roza wie, czego chce i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Inne konie trzyma na dystans nie obciążając się niepotrzebnymi znajomościami. Przyjaźni się z Tarą, razem z którą przyjechała do naszej stajni. W maju 2010r. urodziła źrebaczka – Raptuska. Od tego czasu zajmuje się wychowywaniem krnąbrnego synka, zimą pracą w kuligu (Roza to doświadczony koń zaprzęgowy) oraz pracą w szkółce jeździeckiej i na obozach jeździeckich. Na każdym turnusie mamy problem – każdy chce jeździć na Rozie! Trzeba sprawiedliwie wydzielać jej pracę, bo niestety wszystkich swoich wielbicieli jedna kobyłka nie obsłuży. Roza to wspaniały zastępca naszej starej Minki – spokojna, grzeczna, nikomu nie zrobi krzywdy i dowiezie do celu każdą sierotkę. Jeszcze trochę pracy z Rozą i będzie mogła objąć po Mince wakat hipoterapeuty.

Tara

haflinger ur. 2007 matka Tessa van de Strenkhaar, ojciec Hans. Tara przybyła do naszej stajni razem z Rozą . Łatwo odróżnić obie kobyłki, ponieważ Tarę wyróżnia piękna karbowana grzywa. W naszej stajni Tara rozpoczęła naukę chodzenia pod siodłem. Swoja inteligencją i wrażliwością podbiła nasze serca. Jest przyjacielska i ufna, chętnie się uczy. Pan Kuba ułożył ją do bryczki w 2011r. i od tej pory Tara pracuje w zaprzęgu w parze ze starszą i doświadczoną koleżanką. Podobnie jak Roza, Tara wyźrebiła się w maju 2010r. Mamy więc klaczkę – Tajgę. Tara z racji swojej urody przyciąga wzrok obozowiczów i często jest wybierana na ulubienicę. Czasami to uwielbienie kończy się bardzo nagle, gdy wesoła Tara postanowi wykąpać się w morzu wraz ze swoim jeźdźcem. Gdy taki nieszczęśnik podnosi się z wody cały mokry, a grupa kwituje popis Tary śmiechem, uwielbienie jeźdźca dla Tary ulatuje jak kamfora i przy następnej jeździe Tara nie jest oblegana. Są jednak tacy, co na każdy wyjazd na plażę wybierają Tarę, bo z nią jest największa frajda!

Sukcesja

sp. ur. 2002r. matka Smużka Szczęścia po Genius, ojciec Drawid. Stajenna księżniczka przeznaczona do ujeżdżenia z racji swojego pochodzenia i pięknego, obszernego ruchu. Wyjątkowo wrażliwa, czuła i pobudliwa. Jazda na niej to pełen luksus – Sukcesja nosi miękko i płynie w kłusie. W naszej stajni Sukcesja jest od lata 2010r. Wciąż powoli wdrażamy ją w nasze stajenne zwyczaje i poznajemy jej złożony charakter. Z racji swojego wrażliwego charakteru Suzi pracuje głównie pod instruktorami, jako koń czołowy. Potrzebuje delikatnej ręki jeźdźca, a tego często brakuje obozowiczom. Aby uchronić Sukcesję od rzucania łbem i ucieczki przed wędzidłem zdecydowaliśmy przeznaczać ją tylko zaawansowanym i pewnym jeźdźcom. Nasze przekonanie, że należy oszczędzać jej stresu związanego z częstą zmianą jeźdźców chroni wrażliwą księżniczkę, ale odbija się na nerwach instruktora – Sukcesja jest tchórzem jakich mało, płoszy się zawsze, wszędzie i często bez wyraźnego powodu. Dla instruktorów to uciążliwa cecha, która potrafi irytować. Jak jednak karcić konia za coś, co od niego nie zależy? W końcu Suzi nie robi tego specjalnie...

Czubajka

sp. ur. 1998r matka Czara ojciec Esauł oo. Czubajka urodziła się i wychowała w naszej stajni. Po ojcu odziedziczyła urodę i lekkość, charakter ma zdecydowanie po matce. Legenda głosi, że Mahomet dotyka kciukiem wybrane konie z linii Kuhailana i przeznacza im tym samym niezwykły los. Nasza siwa Czubajka ma na zadzie ciemną plamę wielkości monety – dotyk kciuka Mahometa. To niezwykła odmiana u konia siwej maści w hreczce. Nasza kochana „straciatella” jest dla nas bardzo cenna i została w naszej stajni mimo kilku ofert kupna składanych przez zainteresowane nią osoby. Nie chodzi tylko o nasze przywiązanie do niej czy sentyment. Wiemy po prostu, że dla nadwrażliwej i delikatnej Czubajki opuszczenie stajni, w której się urodziła i wychowała byłoby ogromnym stresem, z którym mogłaby sobie nawet nie poradzić. Przypuszczamy, że odbiłoby się to na jej charakterze i potencjalny kupiec odwiózłby nam kopiącą i gryzącą klaczkę, błagając byśmy przyjęli tę diablice powrotem. U nas Czubajka jest nerwowa i płochliwa, zdecydowanie woli nosić na grzbiecie przedstawicielki płci pięknej, mężczyznom nie ufa. Jest sprytna i zdecydowana, a kiedy poczuje wiatr w uszach niełatwo ją zatrzymać. Chętnie pracuje na padoku i lonży, zaprzyjaźnia się i przywiązuje do jeźdźców. A oni do niej, o czym świadczy szerokie grono wielbicielek naszej wybranki Mahometa.

Raszdi

wlkp ur. 1997r. matka Razura, ojciec Diablo. Nie jest koniem naszej hodowli – kupiliśmy go wiele lat temu i do dziś gratulujemy sobie wyboru. Nasz siwek to koń-profesor od skoków, ma solidne podstawy ujeżdżeniowe. Raszdi jest najbardziej wszechstronnym koniem w naszej stajni, to „koń-orkiestra”. Niezastąpiony na padoku z racji swoich umiejętności i chętnego poddawania się jeźdźcowi, grzeczny w terenie, posłuszny i spokojny na lonży. A oprócz tego ma wyjątkowy i wspaniały charakter – to koń przyjaciel: ufny, pomocny, życzliwy i wspierający. W Raszdim nie można się nie zakochać, lepszego konia ze świecą szukać! O takie perełki trzeba jednak dodatkowo dbać – Raszdi jest chorowity i raczej słaby. Mimo swojej maści kiepsko znosi upały, a wystających kości biodrowych chyba nigdy nie uda nam się pokryć obfitym tłuszczykiem. Próbowaliśmy już wszystkiego – Raszdi dostawał parzone siemię lniane, jabłka i marchew kilogramami, pszenicę, kiszonkę do oporu. Nasz niejadek nawet to co zje, zaraz spali. Taką ma przemianę materii i taka jego uroda. A jego przyjacielski charakter i oddanie jeźdźcowi zdobywa mu co roku rzesze zakochanych obozowiczek. Nic dziwnego, skoro Raszdi słucha zawsze i każdego, a polecenia wykonuje w mgnieniu oka. Jak mówi p. Wojtek: „Raszdi to bardzo uległy typ. Na przesłuchaniu pierwszy by sypał”.

Chaber

wlkp ur. 2005r. matka Mała, ojciec Wizon. Chaber jest koniem naszej hodowli, to syn założycielki stajni – Małej. Jest bardzo energiczny i wesoły. Świetnie chodzi pod siodłem , na padoku i w terenie. Szczególnie lubi tereny na plażę – Chaber kocha wodę i nie przepuści żadnej okazji, by się ochlapać morską bryzą. Jako jedyny z naszych koni przeszedł szkolenie do użytkowania w zaprzęgu w stadzie Ogierów w Starogardzie Gdańskim. Jest samodzielny i zdarza mu się mieć odmienne zdanie od swojego jeźdźca, ale na Chabra nie można się gniewać. Musi jednak wiedzieć, że ma na grzbiecie mądrzejszego, bo słabeuszami nie zawraca sobie głowy i w nosie ma ich komendy. Aż dziw, że taki spryciarz i kombinator to syn uległej Małej. Ktoś jednak musiał w tej rodzinie okazać się stanowczy i zdecydowanie walczyć o swoją wygodę. Z powodu wybryków i sztuczek, które Chaberek stosował jako młodzik, dużo pracy musiał mu poświęcić p. Wojtek. Tym treningom Chaber zawdzięcza delikatny pysk i dobrą reakcję na łydkę. Jest dobrze ułożonym, chętnym i wesołym konikiem.

Kacper

ur. 1994r matka Agata, ojciec NN. Kacperek jest kucykiem szetlandzkim, upartym, sprytnym i rozpieszczonym bez granic przez dzieciaki. Przez wiele lat pracował tylko przy przejażdżkach dla dzieci, wyręczając w sezonie swoją matkę Agatkę. W odróżnieniu od niej Kacper jest jednak lepiej ułożony i reaguje na pomoce jeździeckie. Regularnie pracuje na padoku i chodzi w tereny razem z dużymi końmi, dotrzymując im dzielnie kroku nawet podczas dwugodzinnych wypadów na plażę. Kacperek, jako starszy pan, ma już sporą charyzmę i wysoką pozycję w stadzie. Nie daje sobie w kasze dmuchać i potrafi stawiać się nawet dużym koniom. A co! W końcu jest jednym z pierwszych ze starego, mocno już uszczuplonego składu stajni. Urodzony w naszej stajni tu zamierza spędzić zasłużoną emeryturę. Ale jeszcze nie teraz! Kacper energią dorównuje nawet naszym źrebiętom. I oby jak najdłużej!

Czara

ur. 1986r. matka Sokółka, ojciec Czardasz. Najstarsza w naszym stadzie, a energią i ochotą na szalone galopady nie ustępuje rozbrykanej końskiej młodzieży. Chętnie korzysta z każdej okazji by się pościgać, pobiegać, pogalopować z prędkością „ile fabryka dała”. W pysku, po latach pracy w rekreacji, twarda jak beton. Przypuszczamy, że mogła by pociągnąć na wędzidle kilka ton. Jeżeli więc chce się ją zatrzymać, to trzeba chyba rzucić kotwicę – hamowania wodzami Czarka nawet nie poczuje. Z racji swojego wybujałego temperamentu Czarka pracuje głównie na lonży i jest mistrzem w swoim fachu. Chodzi grzecznie, bezzwłocznie reaguje na słowne komendy, ruch ma równy i utrzymuje jedno tempo, aby nie przeszkadzać początkującym w nauce anglezowania. Na swym starym grzbiecie przewiozła już tysiące adeptów sztuki jeździeckiej. Na pamięć zna ćwiczenia wykonywane przez jeźdźców, wyczuwa obawy czy strach początkujących, pomaga jak może. Nadaje się nawet na hipoterapię na lonży i regularnie pracuje z dziećmi. A gdy minie 20 minut lekcji Czarka schodzi z okręgu i podchodzi do instruktora informując, że czas się skończył. Nie można oszukać wewnętrznego zegara Czarki!

Nokturn (Bolek)

śl ur. 2004 matka Newada śl, ojciec Aktyw śl. Niewiele osób zna jego prawdziwe imię. Nadana mu przez hodowcę ksywka Bolek przyjęła się i u nas i tak arystokratyczny ogier z imponującym rodowodem został po prostu Bolkiem. Boluś przeszedł próbę dzielności 2006 w Zakładzie Treningowym w Książu. Szkolenie zakończył z oceną b. dobrą zdobywając 80,5pkt/100pkt i zajmując 8 miejsce. W naszej stajni Bolek pracuje głównie w zaprzęgu obsługując śluby, imprezy okolicznościowe, wożąc turystów bryczką, a zimą ciągnąc kuligi. Pod opieką p. Kuby Bolek pracuje głównie w pojedynkę, kiedyś obsługiwał kuligi w parze z Jonatą, teraz czeka, aż jej syn Jantar podrośnie i zastąpi matkę. Pod siodłem Boluś chodzi głównie pod p. Kubą, ale i inni odważniejsi i sprawniejsi jeźdźcy mogą popróbować swoich sił na tym czarnym smoku. Wesoły i grzeczny Boluś docenia każdą szansę opuszczenia swojego boksu. Jako koń głównie zaprzęgowy jest jednak dość ciężki i sztywny – skręca jakby szedł między dyszlami, zamiast łydki woli usłyszeć komendę słowną, a najlepiej by się czuł, gdyby jeździec szedł za nim z lejcami. Zawsze jednak przyciąga wzrok mijanych turystów – swoją posturą, pięknym chodem, wiśniowym umaszczeniem i prezencją ogiera. A jeździec na jego grzbiecie puchnie z dumy pławiąc się w chwale swojego rumaka.

Browarek i Bawarek

huc ur. 2008r. i 2009r. Pół-bracia po tym samym ojcu ogierze P-Tosiek. Matki Nara i Bawaria. Oba srokate hucułki trafiły do nas we wrześniu 2010r. Pierwszy rok u nas spędziły adaptując się do nowej stajni, zapoznając ze zżytym już przecież stadem, nabierając zaufania do nas i członków szkółki jeździeckiej. Naukę chodzenia pod siodłem hucułki rozpoczęły odpowiednio w wieku 3 lat. Nie było z nimi żadnych problemów – od początku skupiały się na tym, czego się od nich wymaga i chętnie poddawały się woli człowieka. Browarek pracuje już od roku i dał się poznać jako pewny i łagodny wierzchowiec; Bawarek rozpocznie pracę w sezonie 2012, a zapowiada się na fantastycznego i grzecznego konia, po tym jak przez pomyłkę pojechał w 2011 roku w teren, gdy obozowiczki pomyliły go z pół-bratem. Bawar dał się osiodłać, przyjął wędzidło i jeźdźca i nie odezwał się ani słowem, że zaszła pomyłka i nie powinno go być w grupie. Przekonaliśmy się wtedy, że nie ma to jak hucuły pod wierzch!

Linda

śl ur. 2006r. matka Lalka śl, ojciec Sword xx. Młoda, ale zdolna i wyjątkowo grzeczna klacz. Chętna i posłuszna, ma bardzo ładny ruch i zrównoważony charakter ślązaka. Ojciec obdarzył ją urodą i doszlachetnił jej budowę – Linda jest proporcjonalna, ma zgrabną głowę i nic ze starego śląskiego typu swojej matki. Linda jest jednym z ładniejszych koni w naszej stajni – przepięknie umaszczona, zgrabna i proporcjonalna. Ułożona do bryczki przez p. Kubę chodzi w pojedynkę. Niestety, z racji słabego zdrowia coraz częściej jest wykluczana z pracy podczas sezonu – zdarzyła jej się już kulawizna, odczyn alergiczny po ukąszeniu owada, zraniony kłąb. Dziwnym trafem wszelkie kontuzje przytrafiają się Lindzie na samym początku sezonu. Ciężką pracą więc nasza królewna się nie hańbi. Trzeba jednak oddać jej sprawiedliwość, że poza sezonem dzielnie pracuje w szkółce jeździeckiej. Ciekawe, co też przydarzy się naszej leserce w najbliższe lato. Linda została zaźrebiona Bolkiem i dała nam gniadą klaczkę Lotną na początku 2011 r. Z niecierpliwością czekamy, by przekonać się co wyrośnie ze skrzyżowania dwóch tak ładnych i poprawnych ślązaków jak Linda i Bolek. I nieważne w które z rodziców wda się Lotna – świetne geny, urodę i charakter ma zapewnione z obu stron.

Mała

ur.1990r. matka NN, ojciec NN. Klacz bez pochodzenia, bez wielkiej urody, bez szczególnych talentów. Dla nas – najcenniejsza w całej stajni. To założycielka stajni ANKA – pierwszy koń kupiony do będącego jeszcze w trakcie budowy gospodarstwa agroturystycznego. Mała to członek naszej rodziny, koń-przyjaciel. Na swym grzbiecie nosi całą historię stajni, to jej kopytami utarliśmy nasze trasy i zdobyliśmy doświadczenie w prowadzeniu rekreacyjnej jazdy konnej. To również ona zawiozła do ołtarza pierwszą pannę młodą w rodzinie – Anię Lipczyńską i do dziś Kuba jest jej wdzięczny, że doprowadziła sprawę do szczęśliwego finału. Mała jest jedyna w swoim rodzaju, to nie koń – to po prostu człowiek. Rozumna i wyrozumiała, nigdy nikomu nie zrobiła krzywdy. Cierpliwie znosi wszystkie zabawy i żarty dzieciaków, a zaufanie jakim ja obdarzamy jest bezgraniczne. Mała każdego jeźdźca, nawet zupełnego laika dowiezie bezpiecznie do celu. Gdybyśmy tylko mogli ją sklonować! 10 takich egzemplarzy i możemy puszczać jeźdźców samych w teren – żaden instruktor nie jest potrzebny tam, gdzie jest Mała, bezpieczeństwo wyprawy jest zagwarantowane!

Agata

kuc szetlandzki, ur. 1990 r. Matka NN, ojciec NN. Nasza poczciwa stara kobyłka wozi na grzbiecie małe dzieci prowadzona przez instruktora. Agata jest konikiem niewielkiego wzrostu, ale za to z ogromną charyzmą. Swego czasu była nawet przywódczynią naszego stada i prowadzała po pastwiskach całą brygadę dużych koni. Do dziś Agatka ma posłuch i szacunek wśród naszych koni, nawet młodzieży i nowych nabytków. W sezonie dzielnie pracuje, jest ulubienicą dzieciaków i stajennym pieszczochem. Trzyma się dzielnie mimo słusznego już wieku, a choć posiwiała nam już na pysku i zdarza się jej narzekać na korzonki, to wciąż pozostaje energiczną stajenną babcią. Grono maluchów nadal korzysta z usług Agatki, a Staś już przymierza bryczesy licząc na to, że kara szetlandka będzie wprowadzać go w świat jeździectwa w najbliższych latach, tak jak wprowadziła wielu jeźdźców, którzy dziś uczestniczą w zajęciach szkółki i zdają egzaminy na odznaki PZJ. My, ludzie widzimy, że się starzejemy obserwując nasze rosnące dzieci i wnuki. Agatka widzi swój sędziwy wiek, gdy w korytarzu stajni pojawia się dziewczyna, która jeździła na niej jako 5 latek i wyprowadza z boksu na jazdę Bolka...

Literatka

kuc, ur. 2002r. Matka: Lufka konik polski, ojciec: Dwie Plamy kuc walijski. Kara Literatka urodziła się w naszej stajni i jest wnuczką Minki. Wyjątkowo wesoła, bardzo pracowita i dzielna. Lubi dzieciaki i chętnie wypełnia ich często nieporadne polecenia. Dała nam już Likiera (ur. 2008 r.) oraz Limonkę (ur. 2011r.). Mamy nadzieję, że jej źrebięta odziedziczą urodę i grację swojej karej matki, a przede wszystkim jej wspaniały charakter i pracowitość. Literatka mimo niewielkiego wzrostu dotrzymuje kroku większym koniom, nie zostaje w tyle nawet w galopie, a zapałem do pracy mogłaby się dzielić ze starszyzną stada. Jest ulubienicą młodszych jeźdźców, którym daje poczucie bezpieczeństwa. Jest łagodna, zrównoważona i budzi zaufanie swoim stoickim spokojem. Bardzo zgrabna, przyciąga wzrok swoją urodą, a w grupie większych koni prezentuje się wspaniale, co często komentują obserwujący grupę plażowicze czy turyści spotkani w nadmorskim lesie.

Makowa Panienka (Makówka)

kuc ur. 2002 r. Matka: Minka konik polski, ojciec: Dwie Plamy kuc walijski. Rówieśniczka Literatki, umaszczona jak typowy konik polski, ale budową bliższa kucowi walijskiemu. Wychowywała się wspólnie z Literatką, obie są zawsze zaźrebiane w tym samym czasie, aby zapewnić ich źrebiętom prawidłowy rozwój w towarzystwie rówieśnika. Zawsze dbamy o to, by źrebiąt z jednego rocznika było więcej niż jedno, gdyż samo towarzystwo dorosłych nie wystarcza – dzieciaki powinni chować się w grupie, wspólne zabawy i beztroskie psoty najlepiej wpływają na ich emocjonalny rozwój. Obie przyjaciółki – Makówka i Literatka spędzają wspólnie czas na pastwisku, a ich pociechy – Likier i Laszka (ur. 2008r.) oraz Limonka z Maczkiem (ur. 2011r.) zgodnie się bawią i brykają. Makówka jest łagodna i posłuszna, a w pracowitości i dzielności nie ustępuje swej karej przyjaciółce. Jest nam szczególnie bliska jako córka nieodżałowanej Minki, a po niej właśnie ma łagodność i dobroć. Makóweczka jest przymilna i uwielbia pieszczoty, a czasu spędzanego z dziećmi nigdy nie ma dość.

Góral

huc, ur. 2006 r. Matka: Gala huc Ojciec: Lawirant huc. Góral trafił do naszej stajni na początku 2011 roku. Zaprzyjaźnił się blisko z hucułem Gardenem, którego kupiliśmy w tym samym czasie i oba koniki przyjechały do nas razem w tej samej bukmance. To, że Garden był wtedy ogierem, nie przeszkadzało żadnemu z nich: połączone stresem związanym z wyjazdem ze swoich rodzinnych stajni hucułki zaprzyjaźniły się i stały się nierozłączne. W 2012 roku straciliśmy nagle Gardena i Góral został w boksie sam. Na szczęście odnalazł się już w grupie koni i z powodzeniem próbuje rządzić stadem. Kiedy przyjechał, obawialiśmy się jego reakcji na inne konie, bo Góral kilka lat stał sam mając do towarzystwa owcę. Nasze obawy były niepotrzebne – Góral od początku zachowywał się „jak swój” – grzeczny na padoku bez znaczenia czy jako czołowy czy w grupie, niepłochliwy w terenie. Odnalazł się i zadomowił do tego stopnia, że już zaczyna pokazywać różki – a może wyprzedzę w terenie kilka koni, po co wlec się z tyłu? A co będzie jak zagalopuję na padoku bez komendy? Nieważne jednak jakich sztuczek się chwyta – nic nie może zniechęcić do tego łobuza dzieci, których jest ulubieńcem i wielkim pieszczochem.

Talar

sp. ur. 2003 r. Matka: sp Tarcza po Czad; Ojciec: old Alfaro po Argentinus. Przy tym wałaszku prawdziwe staje się powiedzenie: „Dobro powraca”. Kupiliśmy konia od tzw. handlarza, można więc śmiało nazwać Talara „zdjętym z haka”, bo czekał na transport do rzeźni. Trafiliśmy na niego przypadkowo, a zauroczył nas urodą, łagodnością i wspaniałym pochodzeniem. Talar jest wnukiem Czada, a prawnukiem Dido. Jak taki koń trafił na handel? Otóż Talar jest ślepy na jedno oko, od poprzedniego właściciela dowiedzieliśmy się, że stracił wzrok przy uderzeniu w gałąź. Nie przeszkadza mu to w jakimś większym stopniu – nauczył się sobie radzić. Z racji swojej ślepoty Talar jest bardzo odważny, nic nie jest w stanie go spłoszyć od strony niewidzącego oka :). Kiedy przyjechał do naszej stajni kupiony za grosze (był mocny i dobrze odżywiony, ale i tak cena wagowa nie odzwierciedla jego zalet jako wierzchowca) od razu kupił sobie całą nasza rodzinę wraz z p. Mirkiem. Niestety, okazało się, że Talar kuleje. Wyłączyło go to z pracy na cały sezon, a my rozpoczęliśmy leczenie, m. in. u zaprzyjaźnionego specjalisty z kliniki w Grünberg. I choć wielu znajomych pukało się w czoło, mówiąc: „ślepy, kulawy, nic z niego nie będzie, tylko pieniądze w błoto”, wywalczyliśmy. Talar jest u nas już od roku, pracuje w szkółce jeździeckiej, przygotowuje się na sezon dla obozowiczów. Jest grzeczny i wdzięczny, pięknie ułożony pod siodłem, nadaje się dla zaawansowanych i ambitnych jeźdźców, bo ma solidne podstawy ujeżdżeniowe i skokowe. Ma za sobą niewielką karierę skokową. Dzięki swojemu wewnętrznemu spokojowi i przyjacielskiemu charakterowi Talar jest idealnym koniem również dla początkujących, strachliwych czy niepewnych jeźdźców. Na jego grzbiecie każdy jest bezpieczny. I tak wróciło do nas okazane mu dobro – Talarek odpłaca nam się każdego dnia całym swoim końskim sercem tak jak potrafi: sumiennością, pracowitością i spokojem. Kulawizna nie wraca, Talar jest posłuszny i grzeczny, a wszystko co umie wykorzystuje, by uczyć kolejnych adeptów jazdy konnej. Ten konik to nasz stajenny skarb!

Jantar

śl, ur. 2009 r. Matka: Jonatka śl, Ojciec: Pegaz śl. Kupiliśmy zgryźliwą Jonatę razem z półrocznym ogierkiem, który już wówczas niemal dorównywał matce wzrostem. Z budowy Jantar jest typowym ślązakiem starego typu: mocny, krótki, szeroki z masywną szyją i dużym łbem. Z charakteru odmienny od złośliwej matki – cichy, spokojny i okazujący wiele cierpliwości dzieciakom. Naukę pracy w zaprzęgu zaczyna wiosną 2012, liczymy na to, że odciąży Bolka w sezonie letnim i wspomoże pracą w parze przy zimowych kuligach. W tym samym czasie zostanie też wstępnie zajeżdżony pod siodło. Problemów nie spodziewamy się żadnych, już przy lonżowaniu Jantar wykazuje zainteresowanie pracą z człowiekiem i jest nastawiony na współpracę. Mamy więc nadzieję, że nie sprawi nam żadnych niemiłych niespodzianek i wkrótce dołączy do grona spokojnych rekreacyjnych koników, którym można bez obaw powierzyć bezpieczeństwo obozowiczów.

Horpyna

han, ur. 2007 r. Matka: Hordai han, Ojciec: Heweingau han. Duma i szczęście pana Wojtka. Oczko w głowie i ukochana pupilka. Ekskluzywna panieneczka, która na swoim grzbiecie nosi tylko i wyłącznie Wojtka, czasem racząc tym przywilejem tego, komu Wojtek zezwoli usiąść w siodle. Do tej pory zaszczyt ten kopnął tylko Kubę. I to dosłownie – Horpyna reagowała kopaniem i stawaniem dęba i trzeba było wyplenić z niej złe nawyki, a Wojtek potrzebował zmiennika ze względu na problem z kręgosłupem. Dziś Horpa nie sprawia swojemu właścicielowi większych problemów, a z koni układanych ujeżdżeniowo przez p. Wojtka przejawia podobno największy talent. Nie wiemy tylko, czy oceny nie przejaskrawia sympatia jeźdźca, bo wszyscy wiedzą, że w oczach Wojtka jego gniada księżniczka jest najwspanialszym koniem, którego kopyta dotykały ziemi. Obserwując jej postępy (przyszła do nas zupełnie surowa) nie można jednak zaprzeczyć, że jest pojętna, ma piękny, obszerny ruch i dużą urodę. Ze swoim jeźdźcem jest doskonale zgrana – nic dziwnego skoro pojechał po nią sam i wystarczył mu jeden rzut oka by wiedzieć, że warto jej poświęcić czas. Czasu tego Wojtek poświęcił jej bardzo dużo, kontynuując treningi często przy takiej pogodzie, że nawet nasze psy nie wyściubiały nosa z ciepłej kuchni. Teraz wiadomo, że było warto – Królowa jest tylko jedna!

Likier

kuc walijski, ur. 2008r., matka: Literatka Ojciec: Optimist kuc wal. Urodził nam się mały karusek, wesoły i ufny. Wyrósł deresz, złośliwy i sprytny. Nauczony przez Mirka łapania zębami za rękawy koszuli i domagania się łakoci, wypróbowuje te sztuczki na obozowiczach. Chociaż często przestraszy to dzieciaki, to zazwyczaj skutek odnosi – Likier jest najlepiej upasionym na smakołykach i najbardziej rozpieszczonym konikiem w stajni. Wiosną zaczyna się układanie Likiera pod siodło. Martwi nas kwestia jego wzrostu i wagi. Jak na kucyka walijskiego Likierek wyrósł nam raczej drobny, Laszka w której żyłach płynie ¾ tej samej krwi co u Likiera, przewyższa go wzrostem, mocniejszą budową i wygląda przy nim na fest babę, a jest przecież drobną i zwiewną kobyłką. Nasz mały kucyk urósł chyba na pociechę Stasia, bo wagowo tylko jego uniesie na swoim grzbiecie. O ile więc trafią się nam młodsi adepci jazdy konnej to jest szansa, że Likier solidnie popracuje w sezonie, zamiast pozostać w naszej stajni na etacie maskotki i kosiarki do trawy.

Laszka

kuc walijski, ur.2008r. Matka: Makowa Panienka, Ojciec: Optimist kuc wal. Rówieśnica i przyjaciółka Likiera, towarzyszka jego licznych psot. Zachwyca swoją urodą, lekkością i powabem. Jest bezsprzecznie najładniejszym z naszych kuców. Po 4-letnim dzieciństwie w tym roku rozpocznie pracę pod siodłem. Młodsi obozowicze i członkowie Szkółki Jeździeckiej już zacierają ręce – Laszka zachwyca nie tylko wielką urodą, ale i wspaniałym charakterem. Jazda na niej z pewnością nie tylko ucieszy oko postronnych widzów płynnością i wdziękiem naszej kasztanki, ale i sprawi przyjemność jeźdźcowi, który będzie dosiadał tej grzecznej i miłej istotki. Wszystko wskazuje na to, że Laszka przejmie pracowitą naturę matki i łagodność swojej nieodżałowanej babki Minki. Trzymamy kciuki za naszą piękność i mamy nadzieję, że znajdzie w wakacje grono oddanych wielbicieli.

Lotna

śl, ur. 2011, matka: Linda śl, ojciec: Nokturn śl. Młodziutka, wesoła i grzeczna. Wciąż cieszy się swoim dzieciństwem w towarzystwie pół roku starszych haflingerów Raptuska i Tajgi, oraz młodszych Limonki i Maczka. Kiedy udało się zaźrebić Lindę czekaliśmy z niecierpliwością na tego pierwszego potomka Bolka w naszej stajni. Lotna nas nie zawiodła – jest zgrabna po matce i mocna po ojcu. Zdziwiła nas tylko jej gniada maść, prawdopodobnie w prezencie po babce Lalce. Przed naszą małą jeszcze pełne 2 lata beztroskiej zabawy i harców z reszta źrebiąt, a na układanie do zaprzęgu i siodła mamy jeszcze czas. Mamy nadzieję, że wielu z obozowiczów, którzy poznali już Lotną zechcą odwiedzać nas co roku czekając na moment, kiedy będą mogli przejechać się brzegiem morza na jej grzbiecie.

Raptus i Tajga

haflinger, ur. 2010, matki: Roza / Tara ojciec: Hans. Dwulatki, które nie rozpoczęły jeszcze nauki chodzenia pod siodłem. Czekamy z niecierpliwością co wyrośnie z naszych beniaminków, bo są to pierwsze haflingery urodzone w naszej stajni. Matki są różne jak ogień i lód – Roza to siła spokoju i łagodności typowej dla hipoterapeutki, która zawsze stara się by jeźdźcowi było jak najlepiej. Tara to wariatka i łobuziak, kombinujący jak się urządzić by to jej było najlepiej. Z obu matek jesteśmy bardzo zadowoleni i czekamy z niecierpliwością na podrastające haflingerki. Raptusek jest spokojny i grzeczny, chętnie zaczepia Tajgę, która uwielbia towarzystwo swojego złotego półbrata. Tajga z kolei zapowiada się na psotnicę i wesołka. W 2013 roku przekonamy się, co też wyrosło z naszych „złotych koni o złotych sercach”.

Limonka i Maczek

kuc, ur. 2011, matki: Literatka / Makówka, ojciec: Esauł oo. Najmłodsze z grona rozbrykanej końskiej młodzieży, a już wiodą prym w psotach i swawolach. Bardzo możliwe, że utytułowany ojciec przekazał im swą siwą maść, na razie jednak za wcześnie na sądy – oba źrebaki są wesołymi buraskami o pięknych pyskach, w których wyraźnie odbija się arabski profil. Są też ostatnimi potomkami Esauła, syna pustyni z rodu kuhailanów – po kryciu obu kobyłek Sułek został wytrzebiony i zażywa późnej radości swobodnego biegania ze stadem. A jego najmłodsze pociechy korzystają z okazji, by mu działać na nerwy zaczepiając statecznego starszego pana na pastwisku.

Konie, które odeszły już w czasie działalności TROTTERA, wciąż pamiętane przez stałych obozowiczów. Są tu, bo chcielibyśmy ocalić je od zapomnienia...

Arba

1985-2011. Matka Bajka wlkp, Ojciec Arianin xx. Odkąd w 2010 roku pożegnaliśmy niezapomnianego Kasztana Arba była najstarszym koniem w naszej stajni. Obdarzona niesamowitą charyzmą przez wiele lat była przywódcą stada. Zgodna, dostojna i dumna, budziła szacunek innych koni i miała ich bezgraniczny posłuch. Po wypadku i wielomiesięcznym leczeniu, podczas którego Arba przechodziła rekonwalescencję w boksie, straciła przywództwo. Stado podzieliło się na kilka grup, a Arba nie zawracała sobie głowy jednoczeniem towarzyszy. Na zawsze została szanowaną w stadzie klaczą, a ambicji na rządzenie nie miała. Na zasłużonej emeryturze była w naszej stajni maskotką obozowiczów i uczestników szkółki. Jako koń czołowy od czasu do czasu prowadziła wyjazdy na plażę. Arba była zawsze wyjątkowo grzeczna w obsłudze, ale pod siodłem wymagała zdecydowanej ręki. Razem z p. Stanisławem Burmanem Arba zapisała się w historii naszej stajni, historii miasta Ustka, a zdjęcia tej malowniczej pary na tle usteckiej plaży ukazywały się w polskich i zagranicznych czasopismach hippicznych. Niewiele osób wie, że nasza stajnia miała początkowo nosić nazwę Arba na cześć tej wspaniałej towarzyszki początków naszej działalności.

Carewicz

sp ur. 2005r, matka Czubajka, ojciec Wizon. Konik naszej hodowli, w którym pokładaliśmy ogromne nadzieje. Carewicz odziedziczył po ojcu wzrost i piękną gniada maść. Matka obdarzyła go hojnie urodą – pięknym, kształtnym łbem i dużymi wyrazistymi oczyma. Najhojniej jednak naszego Carewicza obdarzył dziadek – Esauł. To właśnie domieszce gorącej arabskiej krwi Carewicz zawdzięczał przepiękny, obszerny ruch, lekkość kroku i wdzięk. Carewiczowi wiele pracy poświęcił p. Wojtek. Nie było to łatwe, gdyż Carewicz należał do koni niepokornych i mających własne zdanie. Na szczęście jednak uczył się szybko i w mig pojmował, czego się od niego oczekuje. Ciężka praca instruktora opłaciła się – Carewicz opanował chody boczne, pięknie podkreślał cztery rodzaje kłusa, powoli ćwiczył trudniejsze figury. Był najzdolniejszym koniem wśród naszej młodzieży. Zdiagnozowane nagle zwyrodnienie kręgosłupa wykluczyło dalszy trening i rozwiało nasze nadzieje. Po nieprzynoszącym skutku leczeniu i ostatecznej diagnozie zdecydowaliśmy się oddać Carewicza pod opiekę fundacji. Ma tam zapewnioną swobodę, nikt nie wymaga od niego pracy (tego obawialiśmy się, gdy pojawiały się oferty kupna naszego wałaszka „do towarzystwa”, „tak dla ozdoby” itp.) i towarzystwo innych koni.

Minka

konik polski 1990-2010 matka Mikra, ojciec Gaston. Minka należała do najstarszego składu stajni Anka i była z nami prawie 20 lat. Przez te lata cierpliwie uczyła początkujących jeźdźców podstaw jazdy konnej i woziła na grzbiecie dzieci oswajając je i zapewniając pierwszy kontakt z koniem. Minka była poczciwą i grzeczną kobyłką, a jej spokojny i zrównoważony charakter wykorzystywaliśmy przy zajęciach z hipoterapii. Przez wiele lat Minka woziła dzieci niepełnosprawne i dotknięte różnymi schorzeniami. Można jej było ufać w 100% i polegać na jej dobrotliwej wyrozumiałości i doświadczeniu. Rozczulający był widok Minki wyciągającej ostrożnie kawałki chlebka czy marchewki z dziecięcych łapek. Nigdy nie ugryzła przy tym żadnego dziecka, choć czasem natrudziła się wyłuskując wargami smakołyk z zaciśniętej piąstki niedoświadczonego dziecka. Odeszła od nas nagle, pozostawiając wakat hipoterapeutki i żal po stracie tak poczciwego końskiego przyjaciela.

Jonatka

śl ur. 1995r. matka Oktawa, ojciec Jonat. Wyjątkowa złośnica, pozująca na niesympatyczną i zgryźliwą Kaszubkę, a w rzeczywistości zupełnie nieszkodliwa. Jej pocieszne grymasy, tupanie kopytami i szczerzenie zębów bawiło, którzy ją znali, bo Jonata nikomu nigdy nie zrobiła krzywdy a jej groźby bez pokrycia nie były przez nas traktowane poważnie. Jonata była bardzo grzeczna pod siodłem, ale prawdziwy talent objawiała pracując w zaprzęgu. Zawsze grzeczna, zawsze posłuszna, zawsze spokojna. Pracowała dzielnie i ciężko, nigdy jednak nie omieszkała zamanifestować swojego niezadowolenia z tego powodu. Jonata chorowała na przewlekłe obturacyjne zapalenie płuc, które mimo ściąganych przez nas z zagranicy leków zaostrzyło się na tyle, że wykluczyło ją z intensywnej pracy. Ponieważ choroba nie powodowała cierpień, nie mogliśmy podjąć decyzji o uśpieniu konia, który może jeszcze cieszyć się życiem bez bólu. Jonata trafiła do fundacji wraz z Carewiczem, gdzie zapewniono jej stałe przebywanie pod chmurką (najlepsze na dychawicę) i moczono każdą porcję owsa. Gdy odwiedziliśmy ją po pół roku w nowym domu, rozpoznała nas i, zgodnie ze swoim „uroczym” charakterem, przywitała nas kopniakiem z zadu i pogalopowała gdzie oczy poniosą. Milutka.

Kasztan

1984-2010, matka NN, ojciec NN. Jeden z pierwszych koni w naszej stajni, a tym samym założyciel rekreacji konnej w Przewłoce. Ponieważ Kasztanek był wyjątkowo grzecznym i spokojnym koniem, więc zawsze przypadało mu w sezonie dużo pracy. Pracował dla nas przez wiele lat, z biegiem czasu coraz częściej zostając w tyle, gdy nie nadążał za młodszymi końmi. Stracony dystans zawsze nadrabiał galopem, a z powodu swojej postawy i wąskiej klatki piersiowej krok miał krótki, a galop wyjątkowo wygodny. Większość naszych jeźdźców na jego grzbiecie rozpoczynała naukę galopu. Z tym króciutkim wykrokiem Kasztana związany był także jego drobny kłusik – koszmarnie niewygodny, uciążliwy do anglezowania (jeździec czuł się w siodle jak na maszynie do szycia) i męczący. Każdy, kto siedział na grzbiecie Kasztana już po pierwszych minutach kłusa błagał o galop. Dzięki temu nawet dzieciaki nabierały pewności w galopie i wiary we własne siły. Przez lata oddanej pracy Kasztan nie chorował, nie kulał, nie sprawiał żadnych problemów. Przywiązał się do Arby, z którą dzielił boks i przy próbie zmiany zakwaterowania płakał całą noc, gorzej niż odstawione w tym samym czasie od matek źrebięta. Arba była jego przyjaciółką i tarczą (tchórzliwy Kasztan był raczej popychadłem reszty koni, Arba ze swoja charyzmą i szacunkiem stada chroniła go przed kuksańcami od innych wałachów). Pożegnaliśmy Kasztanka, gdy nieubłagana starość zabrała go do Krainy Wiecznych Łowów. Rok później podążyła za nim przyjaciółka Arba, by i tam chronić naszego kochanego „mięczaka”.

Garden

Hucuł, 2008-2012 Matka: Gardenia, ojciec: Prut. Nie nacieszyliśmy się długo naszym hucułkiem. Kupiony w 2011 roku był z nami jeden sezon. Zabrała go nagła choroba, z którą nie mieliśmy żadnych szans. Choroba nie dała nam czasu – od pierwszych objawów do śmierci Gardena minęło 3 dni. Mimo natychmiastowej reakcji p. Ani i podania leków dożylnie hucułek okazał się zbyt słaby, by wygrać. Zapamiętaliśmy go jako pięknego łobuza w białych „podkolanówkach”, który na pastwisku dyscyplinował wszystkie konie. Trafił do nas jako ogierek i od początku pokazywał wszystkim koniom, kto tu rządzi. Ze swojego boksu wciąż pyskował Bolkowi, doprowadzając tym biedaka do szewskiej pasji. Dla obozowiczów miły i wesoły, często sprawdzał, kto właściwie rządzi w tandemie koń-jeździec. Już teraz wiemy, że wiadomość o braku Gardena w boksie sprawi przykrość tym, którzy go pamiętają i odwiedzą nas w 2012.

Heniek

Sp, 1993-2009 Matka: Łyska, ojciec: Larifari. Prawdziwe imię Heńka zgodne z paszportem brzmiało, niestety, Łajza. Nie był koniem naszej hodowli i nie mieliśmy wpływu na wybór imienia, u nas został Heńkiem, przyjmując imię swojego właściciela – najpierw mówiliśmy koń Heńka, a potem skróciliśmy nazwę. Był koniem, który trafił do nas na zlecenie – właściciel nie dawał sobie rady z jego nieprzewidywalnym i niezdyscyplinowanym charakterem. Poprosił nas o pomoc w wyplenieniu z Heńka narowów. Praca przyniosła skutek, ale Heniek pozostał wierzchowcem nadpobudliwym i nie spełniał oczekiwań swojego właściciela, który był bardzo początkującym jeźdźcem. Nam Heniuś przypadł do gustu – mimo krnąbrności był pięknym wałachem i odznaczał się dużym sprytem i inteligencją. Został u nas, a poprzedni właściciel dostał od nas w ramach wymiany spokojną rekreacyjną Agmę ze źrebakiem Agrafką. I my, i on byliśmy zadowoleni. Heniuś pracował jako koń czołowy, ewentualnie powierzany był doświadczonym klientom. Był ulubieńcem Wojtka i towarzyszem jego szaleństw i dzikich galopów. Niezrównany w wyścigach, reszta koni mogła jedynie powąchać jego ogon, gdy pędził przed siebie jak wiatr. Schorowanego i cierpiącego Heniusia musieliśmy uśpić w 2010r. Byliśmy mu winni humanitarną śmierć za lata jego przyjaźni i oddanej pracy w naszej stajni.

Morus

Konik polski, 1992-2009., matka: Morwa, ojciec: Gaston. Największy zawadiaka, chuligan i kryminalista w stajni. Późno wykastrowany, przez jakiś pozostał wnętrem i dopiero drugi zabieg zrobił z niego wałacha, choć tylko w fizycznym sensie. Morus ogierzył przez całe życie, zachował również wygląd bandyty - bujna grzywa, mocna szyja, szeroka klatka, wysoko i dumnie noszony łeb. Nie bał się nikogo i niczego, stawiał się dużym koniom, walczył z doświadczonymi ogierami i nigdy nie uciekł przed żadnym koniem, zawsze podejmował walkę, często pokonując przeciwnika dotkliwymi ugryzieniami w odsłonięty brzuch. W stadzie miał szacunek i budził respekt. Pod siodłem wykazywał niezwykłą empatię i spryt – dzieci traktował ulgowo, co najwyżej ignorując ich nieporadne komendy, nie wyrządzając im jednak krzywdy. Dorosłych i doświadczonych jeźdźców poznawał w jednej chwili i, tak jak z końmi w stadzie, natychmiast podejmował walkę o przywództwo. Niejeden z nas katapultował się z jego siodła w pełnym galopie, został na płocie padoku, gdy Morus forsował z nim ogrodzenie, zeskakiwał podczas szaleńczych skoków i brykania. Tych, którzy utrzymali się w siodle mimo podjętej przez Morusa ofensywy, nasz bandyta szanował i tolerował, od czasu do czasu kontrolnie sprawdzając, czy szala nie przechyliła się jednak na jego stronę. Kuba i Wojtek nawet w późnych latach Morusa musieli czasem wsiadać na niego, by mu przypomnieć, kto tu rządzi. Kochaliśmy go za jego inteligencję, niezłomny charakter i oddaną pracę z początkującymi jeźdźcami. Przyczyną śmierci Moruska był silny ochwat. Słaniającego się, cierpiącego konia musieliśmy uśpić. Był z nami wiele lat, a obozowicze zdążyli go poznać i pokochać, tak jak kochaliśmy go my.

Esauł

oo 1990 – 2012r. Matka Estepa, ojciec Europejczyk. Ród męski: Kuhailan Haifi or.ar. 1923, linia żeńska Wołoszka 1810. Esauł był ozdobą i chlubą naszej stajni. To jeden z synów Europejczyka, reprezentował linię wywodzącą się od Wielkiego Szlema i czempiona USA – ogiera El Paso. W rodowodzie Esaułą brylowały takie sławy jak wspomniany Europejczyk, El Paso i Wielki Szlem oraz Alkazar, Bandos, Eunice. Esauł biegał na Służewcu z dobrymi wynikami, przez wiele lat wspomagał polską hodowlę koni szlachetnej półkrwi w Stadzie Ogierów Białka, a później w SO Łąck. Nasz Sułek przypominał porcelanową figurkę – był delikatny, kruchy, pełen eterycznego wdzięku. Pod siodłem energiczny i pełen werwy, mimo podeszłego wieku uwielbiał szalone galopy i był pełen niespożytej energii. Jako prawdziwy syn pustyni Esauł był bardzo wytrzymały, mocny i pracowity. Szybki, choć ustępował miejsca sprinterowi Heńkowi czy nawet Czubajce, ale na dłuższych dystansach był nie do pokonania. Gdy inne konie słabły i zwalniały szaleńczy bieg, na który straciły mnóstwo energii, Arab mógł pędzić przed siebie jeszcze bardzo długo. W maju 2010r zdecydowaliśmy się na kastrację i sławny były ogier miał jeszcze okazję zażyć prawdziwego końskiego życia jako wałaszek – całymi dniami włóczył się po pastwiskach razem z resztą stada. Odszedł od nas w 2012. Był koniem, z którego zawsze byliśmy dumni.